niedziela, 24 czerwca 2018

NaturalneBlogowanie: Idealny tusz do rzęs i trochę o mojej współpracy blogerskiej.



Wiele z Was, które używają naturalnej kolorówki pewnie nienawidzą tego, jakie są naturalne tusze do rzęs. Ja doskonale wiem, jak to jest. Przerobiłam ich już kilka, w tym nawet tusz z Zuii Organics, który kosztuje ponad 100 zł i po jego porażce obraziłam się konkretnie na naturalne mascary. Stwierdziłam, że no cóż, akurat ten element mojego makijażu nie będzie naturalny, bo się po prostu nie da, a ja nie będę wyrzucać pieniędzy w błoto. Niestety w moim przypadku jest tak, że drogeryjne tusze potrafią mnie mocno podrażnić. Nie dzieje się to za każdym razem, ale wystarczy, że delikatnie dostanie się ten tusz do oka i już potok łez gotowy, aż muszę lecieć zmyć makijaż, bo nie jestem w stanie tego opanować.

Przeglądając Instagrama, czy fejsbukowe grupy widziałam, jak niektóre z Was polecały jakieś tusze, które im się sprawdziły, więc zainspirowana i przede wszystkim ZDESPEROWANA postanowiłam dać ostatnią szansę na zakup naturalnego tuszu. Napisałam post na insta, że chcę abyście mi poleciły jakiś super wyczesany, najlepszy, najcudowniejszy tusz do rzęs, który wyrywa z butów, a przynajmniej podkreśla rzęsy, które nie wyglądają, jak pajęcze nóżki.

Tak trafiłam na tusz firmy Couleur Caramel, który zaoferowała mi do przetestowania pani Ania ze sklepu Ekozuzu, bo podobno on spełnia wszystkie moje oczekiwania. Z lekką nutką "nie bądź taka pewna swego" zgodziłam się na przesłanie tuszu.



Piszę Wam to wszystko, bo nade wszystko cenię sobie tutaj u mnie, na tym moim blogasku SZCZEROŚĆ. Równie dobrze mogłabym to zataić, bo wcale nikt ode mnie nie oczekiwał recenzji w zamian za produkt, tylko wręcz to była chęć wysłania "zobacz sobie, może akurat spełni Twoje oczekiwania" i TYLE, żadnej wzmianki, że ma być recenzja i namiary na sklep. Strasznie mnie to zaskoczyło, bo zwykle w takich sytuacjach 'normalne' jest, że ktoś wysyła paczkę, a blogerka ją recenzuje. Jeśli już poruszyłam ten temat, to wspomnę Wam, że zawsze wysyłam firmom informację, że nie piszę na zamówienie, że opinie na blogu są zawsze moje własne, zawsze po odpowiednio długim testowaniu kosmetyku i nie ma opcji wpłynąć na opinię (co niejednokrotnie było moją ostatnią wiadomością do firmy, bo po takim przemówieniu nie byli już zainteresowani dalszą współpracą). Wiecie co, to naprawdę jest ważna sprawa i jasne postawienie warunków chroni przed dalszymi nieporozumieniami.
Nie umawiam się też na datę i czas testowania kosmetyków, bo u mnie schodzą one w czasie. To pomaga w walce z nagromadzonymi kosmetykami, a odkąd mieszkam w swoim własnym mieszkaniu, to cenię sobie 'niezagracanie'. Takie rozwiązanie bardzo ułatwia mi istnienie w mojej blogowej pasji. Dobra, może trochę bez sensu, że to piszę, ale potrzebowałam gdzieś to przelać, bo boli mnie opinia ciągnąca się, jak nie powiem co, za człowiekiem, że jak kosmetyk dostało się za darmo, to pisze się pochlebną opinię, bo tak ma być. Albo, że muszę napisać same pozytywy, bo nikt nie będzie chciał ze mną później współpracować. Cóż, ja wolę współpracować z kimś, kto wie, co sprzedaje, czy produkuje i wierzy, że są to produkty dobrej jakości i skuteczne. Na tyle o tym.




No, ale co ze wspomnianym tuszem? Ano tyle, że jest naprawdę cudowny. Pierwsze użycie już przyniosło mi wielkie zaskoczenie, bo od samego początku super malował rzęsy. Jeśli jesteście ciekawi, jakie były pierwsze testy, to TUTAJ macie odnośnik do postu na Instagramie.



OPIS PRODUCENTA:
Mascara backstage ekstra czarna Couleur Caramel nr 12

Nowa ulepszona bio mascara do rzęs Couleur Caramel! Pięknie oddziela, wydłuża i pogrubia każdą rzęsę. 
Dzięki nowej precyzyjnej silikonowej szczoteczce mascara backstage eksponuje rzęsy, nadając im mocno czarnego i trwałego koloru.
Naturalna i organiczna formuła Bio Mascary Couleur Caramel oparta jest na wodzie (nie rozpuszczalnikach!), dzięki czemu jest zupełnie bezpieczna i odpowiednia dla wrażliwych oczu. Dzięki gumie akacjowej, kraganowej i olejku z drzewa shea, mascara chroni i odżywia rzęsy podczas każdej aplikacji. 
Hydrolat z płatków róży damasceńskiej zastosowany w bio maskarze Couleur Caramel działa gojąco, łagodząco (podrażnione i zmęczone powieki), nawilżająco i antyseptycznie.


Natomiast po tych trzech miesiącach mam już wyrobioną opinię o działaniu i efektach, jakie daje ten tusz. Może zacznę od wad, które zauważyłam, bo tutaj będzie szybko. Otóż wadą niewątpliwie jest to, że nie wytrzymuje kontaktu z wodą. Nie używałabym go również, gdy wiem, że się spocę, czyli podczas uprawiania jakichś sportów. Natomiast wizyta na basenie nie spowoduje u Was wyglądu dzikiej pandy, o nie! Akurat to w tym tuszu lubię, że można go całkowicie zmyć z rzęs samą wodą. Nie marze się, nie trzeba trzeć oczu, delikatnie myjemy i już go nie ma. Drugim niewielkim minusem jest minimalne osypywanie się, ale dzieje się to u mnie po około 8-10 godzinach, więc nic nadzwyczajnego, bo mascary drogeryjne również mi się osypują. To na tyle minusów, serio.


Natomiast do niewątpliwych zalet tego tuszu należą świetne podkreślenie rzęs i ich pielęgnacja. Dzięki naturalnemu składowi mamy tutaj kosmetyk kolorowy, który przy okazji również odżywia nasze rzęsy. Zauważalne jest to, że podczas używania tego tuszu i zmywania makijażu olejkiem, rzęsy stały się mocniejsze i wyraźnie widać ich lepszą kondycję. Praktycznie nie zauważam ich wypadania, co nie znaczy, że uważam, iż wcale ich nie gubię, bo to niemożliwe, ale nieraz podczas demakijażu zauważałam pojedyncze włoski, a teraz zdarza się to naprawdę rzadko. Przez to, że tusz ma naturalny skład i nie muszę trzeć oczu podczas zmywania rzęsy są mocniejsze. Bardzo podoba mi się to, że maluje się nim rzęsy naprawdę bez problemu i efekt niczym nie odbiega od drogeryjnych tuszów. Mam swój ulubiony drogeryjny tusz, który zawsze kupowałam i gdy pomalowałam po jednym oku nim i Backstagem, to ciężko Wam było rozróżnić, gdzie jest który (ankieta na Instagramie). 




Podsumowując moją nieco chaotyczną recenzję, nadmienię, że wisi na mnie mój dwuletni synek i 'pomaga' pisać, przez co muszę usuwać 40% znaków w tym poście :D.

Natomiast w dwóch zdaniach o mascarze napisałabym, że jest to bardzo dobry kosmetyk, który daje przepiękny efekt na rzęsach, fajnie je wydłuża, nie skleja i da się nałożyć dwie warstwy bez powstawania grudek. Od razu nadaje się do użycia, nie trzeba czekać tych dwóch tygodni na przyschnięcie tuszu. Minusem jest osypywanie się pod koniec dnia, ale naprawdę da się to wybaczyć, a kontakt z wodą akurat nie jest tutaj dla mnie większym problemem, bo to akurat pozwala na wykonanie delikatniejszego demakijażu.


INGREDIENTS:
Aqua (Water) - Glycerin** - Hydrogenated olive oil stearyl esters - Acacia senegal gum* - Rosa damascena flower water* - Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax* - Sucrose Laurate - Glyceryl Behenate - Stearic acid - Palmitic acid - Glycerol stearate - Bentonite - Butyrospermum Parkii (Shea) Butter* - Argania spinosa kernel oil* - Xanthan Gum - Carrageenan - Sodium hydroxide - Tocopherol - Benzyl alcohol - Dehydroacetic acid - Parfum (fragrance) - Lactic acid - Silica.

May contain +/-: CI 77499 (Irons oxide) - CI 77007 (Ultramarine blue).
*Ingrédient issu de l'Agriculture Biologique


Mascarę możecie kupić u naszego polskiego dystrybutora na www.ekozuzu.pl.a tutaj link do tuszu : https://ekozuzu.pl/mascara-tusz-do-rzes-couleur-caramel/438-mascara-12-bio-backstage-couleur-caramel.html .

Ciekawa jestem, jakie tusze się u Was sprawdzają z naturalnym składem, a może przekonał się ktoś z Was do zakupu tuszu BIO Backstage z Couleur Caramel?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za zainteresowanie postem! Zostaw po sobie choćby uśmiech, będzie mi bardzo miło :)
Prowadzisz bloga? Na pewno do Ciebie trafię :)